wtorek, 18 kwietnia 2023

Murzynka w Parku Tołpy

Na mojej ulicy żył Pan z psem o imieniu Michał. Dowiedziałem się o tym przypadkiem po latach „kojarzenia” starszego mężczyzny spacerującego po okolicy z kundlem mającym w sobie coś z beagla oraz teriera. Podczas jednego z kolejnych spacerów z Karoliną znów go minąłem. Usłyszałem jedynie „Michał idziemy”, po czym staruszek odszedł w stronę swojego bloku wraz z psem. Przyznam, że pierwszy raz spotkałem się z takim psim imieniem. Zaczęliśmy się zastanawiać skąd ta nazwa. Czy Michał to imię jego dawnego przyjaciela… Może wroga? W końcu nikt o zdrowych zmysłach nie nazwie psa na cześć dawnej szanowanej przez właściciela czworonoga znajomości. Jedno jest pewne, na długo zapamiętam tego psa.  Odkąd pamiętam widywałem go tylko w dwóch porach. Rano lekko zgarbiony i z smyczą w ręku spacerował z utuczonym na taniej kamie psem od swojego bloku przez most pokoju idąc z Michałem aż pod Halę Targową. Często mijałem go jadąc do pracy rowerem. Jest to jedna z tych niezręcznych znajomości, kiedy widujesz nieznajomego na tyle często by zacząć zastanawiać się czy nie mówić mu dzień dobry.  

Wróćmy do Michała i starszego Pana. W ciepłe poranki mężczyzna zatrzymywał się nad Odrą i oglądał otoczony mgłą Ostrów Tumski. Wieczorami wychodził na krótszy spacer między żółtymi blokami, gdzie prócz sąsiadów i losowych przechodniów (włączając w to korporacyjny międzynarodowy konglomerat hindusko-polsko-ruski pobliskiego biura) spotykał śmietankę lokalnej żulerni i lokalnych wariatów.  Na przestrzeni pięciu lat trzykrotnie mimo skromnego wyglądu Tumski naciągacz prosił go o pieniądze na mleko dla sześciomiesięcznego synka.  

Musi być wyjątkowo dużym niemowlakiem. Pomyślał za trzecim razem jednak mu tego nie powiedział, tylko tak jak zawsze popatrzył na niego z rękami trzymanymi za plecami i burknął:  

  • - Michał idziemy.  

  • - Naprawdę potrzebuję tych pieniędzy, proszę Pana. Tu, za rogiem jest apteka możemy pójść. Błagał go zdesperowany naciągacz.  

  • - Nie. Odpowiedział krótko i zgryźliwe. Po czym odwrócił się i wrócił do mieszkania w bloku. 

Takich spotkań i rozmów w ciągu roku odbywał zaledwie kilka. Jeden z sąsiadów - czubów ubrany zawsze w garnitur z lat sześćdziesiątych wiosną pytał go o godzinę. Pamiętał te spotkania, bo żył w samotności i była to jedna z dwóch form interakcji z ludźmi. Drugą było wysyłanie kartek na święta: do swojej siostry, koleżanki z dawnej pracy i dwóch kuzynów mieszkających w Kotlinie Kłodzkiej. 

Mieszkał on z swoim psem na ostatnim piętrze wielopiętrowego żółtego bloku przy Wyszyńskiego. Mężczyzna rano zawsze wypijał kubek kawy zbożowej i zjadał 3 kromki chleba. Z początkiem miesiąca były to najczęściej kanapki z szynką, pomidorem i serem jednak przez niską emeryturę z końcem miesiąca przerzucał się na pasztet drobiowy z puszki.  Zmagający się z osteoporoza Michał równie nieżwawy co jego Pan zjadał rano dwa kubki taniej psiej karmy po czym kładł się na kanapę i czekał aż mężczyzna dopije kawę i skończy oglądać poranny program w TVP INFO. Po tym rytuale para wychodziła zazwyczaj z mieszkania na 9 piętrze i zjeżdżała windą. Nie raz zdarzało się, że pies sikał w windzie, wiedzieli o tym wszyscy mieszkańcy i niejednokrotnie właściciel zrywał kartki z prośbami o nie sikanie w windzie.  Był kryty nikt nie podejrzewał jego psa. Sąsiadka mieszkająca dwa piętra niżej, gdy wracał z porannego spaceru z psem narzekała mu nawet, że to na pewno studenci albo co gorsza jakiś Ukrainiec szcza najebany w windzie, bo nalane jest tylko rano, kiedy ona chodzi do Biedronki. Staruszek jedynie pokiwał głową uśmiechnął się pod nosem i wszedł do mieszkania. 9 kwietnia 2023 roku w spędzoną w samotności Wielkanoc postanowił wyjść po południu na spacer do Parku Tołpy znajdującego się kilkanaście minut od jego mieszkania. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie scena, którą zobaczył. Po parku biegała krągła naga murzynka, goniona przez Policjanta krzycząca do gapiów w nikomu nieznanym języku. Mężczyzna stojący pod wierzbą naprzeciw stawu spojrzał na psa i cicho pod nosem powiedział: 

  • - Widzisz Michał co za komedia. 

 Chwycił za kieszeń swojej kurtki i wyciągnął z niej zapalniczkę oraz czerwone rothmansy. Kiedy odpalał papierosa usłyszał chluśnięcie wodą. Cycata murzynka wpadła właśnie do wody a za nią wskoczył policjant, który ją siłą z niej wyciągnął i skuł w kajdanki.  

  • - Ja pierdole. Mruknął i zaciągnął się papierosem.  

Wkrótce wokół kobiety zebrała się cała masa innych policjantów i kilku ratowników medycznych, którzy zaprowadzili kobietę do ambulansu. To był jego najdziwniejszy spacer, od tej pory co trzy dni spaceruje po Parku Tołpy cicho licząc na kolejne nagie kobiety opętane dziwną formą szału. Na razie nie udaje się, choć przez nadmierną ilość dzieci i psiarzy zwiększył ilość swoich interakcji z innymi. Na pytania dzieci z pobliskiego placu zabaw zawiniętych w kurtki i przypominających krasnale ogrodowe o imię psa odpowiada zawsze bez emocji:  

  • - Michał.  

  • - Dlaczego Michał?  

  • - Bo tak.  

Prócz dzieci, podobne rozmowy odbywa także z psiarzami. Dowiedział się od jednego z nich, że kupił psa tylko po to by wyrywać alternatywki. By wytłumaczyć starszukowi o co mu dokładnie chodzi po prostu wskazał palcem na jedną z nastolatek na pobliskim wybiegu.  

  • - A, teraz rozumiem.  

Po czym zaczął się jej przyglądać jednak nie był w stanie jej wyraźnie zobaczyć przez wadę wzroku. Zauważył jedynie, różowy kolor włosów. To mu wystarczyło. Gwizdnął na psa, który zamiast chodzić usiadł obok ławki i razem udali się w stronę bloku. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz